W Sosnowcu Zagłębie bez punktów

Zagłębie Sosnowiec
hokej24
Dzisiaj na stadionie zimowym w Sosnowcu miejscowa drużyna podejmowała GKS Tychy. Obydwie ekipy przystąpiły do meczu w mocno okrojonych składach. Z pojedynku zwycięsko wyszli goście, którzy wygrali spotkanie 2:3.
Początek meczu był nieciekawy. Do dziesiątej minuty obydwie ekipy grały bardzo zachowawczo i poza mocnym uderzeniem z niebieskiej linii Tomasa Jakesa, nic nadzwyczajnego się nie zdarzyło. Pierwsi śmielej zaatakowali gospodarze. Po składnej akcji drużyny, Teddy Da Costa strzałem z nadgarstka ostemplował poprzeczkę bramki gości. Chwilę później miała miejsce kolejna dobra sytuacja dla gospodarzy. Po strzale Kamila Duszaka krążek przeleciał pomiędzy parkanami Przemysława Witka. Niestety za późno w tym wszystkim zorientował się Tomasz Koszarek i nie wbił bezpańskiego krążka do bramki gości. Dobry okres gry ekipy z Sosnowca zakończył się cztery minuty przed zakończeniem pierwszej tercji. Wtedy właśnie miejscowi popełnili dwa fatalne błędy, po których zawodnicy tyscy znaleźli się w sytuacji sam na sam przed Bartłomiejem Nowakiem. Najpierw Bartosz Matczak nie pokonał bramkarza gospodarzy, później wyjeżdżający z ławki kar Krzysztof Śmiełowski. Gdy publiczność myślała, że wynik bezbramkowy utrzyma się do końca tercji, mocno z niebieskiej linii uderzał David Galvas, krążek po drodze trącił Bartłomiej Bychawski i tuż przed końcową syreną mieliśmy 1:0 dla Zagłębia.
Od początku drugiej odsłony tempo spotkania nieznacznie spadło. Gospodarze jednak pozostawali w natarciu. Już w pierwszej minucie strzałem z ostrego kąta zaskoczyć Przemysława Witka mógł Tomasz Kozłowski. Nie minęły dwie minuty i kolejnej dogodnej sytuacji nie wykorzystał Tomasz Koszarek. Napastnik Zagłębia zaprezentował doskonały drybling lecz z precyzyjnym strzałem na bramkę było już gorzej. W połowie drugiej tercji do głosu dochodzą tyszanie. Wyrównującego gola zdobywa Ladislav Paciga. Tyszanie wykorzystali zabawę z krążkiem defensorów sosnowieckich. Agresywnie zaatakowali i odzyskali krążek w tercji przeciwnika. Z pokonaniem bramkarza nie było już problemu. Na podniesienie rezultatu dwie minuty później miał drugi atak gości . Po szybkiej kontrze zawodnicy przyjezdnych znaleźli się w sytuacji 3:1. Niestety przewagi tej nie potrafili wykorzystać i krążek stał się łupem Bartłomieja Nowaka. Tym razem w defensywie zaczęli mylić się goście. Najpierw Krzysztof Majkowski zatańczył z Łukaszem Sokołem, przez co krążek trafił do Tobiasza Bernata. Na szczęście dla GKS-u bramkarz tyski był na posterunku. Potem przy biernej postawie obrońców Jarosław Różański strzałem po lodzie pokonał bramkarza przyjezdnych. Jeszcze raz obrona tyska się pomyliła i twarzą w twarz z Przemysławem Witkiem stanął Tomasz Kozłowski. Niewykorzystane sytuacje się mszczą, tak właśnie stało się w dzisiejszym spotkaniu. Na dwie minuty przed zakończeniem drugiej tercji do wyrównania doprowadza Jakub Witecki. Po sprytnym strzale napastnika gości krążek przeleciał pomiędzy parkanami bramkarza i trafia do siatki.
Już na początku trzeciej odsłony na ławkę kar powędrował strzelec drugiego gola dla przyjezdnych, Jakub Witecki. Był to dobry moment na podniesienie rezultatu dla gospodarzy. Niestety ci nie kwapili się zbytnio do ataków i nie zagrozili poważnie bramce gości przez cały okres przewagi. Za to przyjezdni uwierzyli, że dziś w Sosnowcu mogą zainkasować pełną pulę punktów i raz po raz nękali dziewiętnastoletniego bramkarza z Zagłębia. Pomimo utraty Robina Bacula, który udał się do szatni po starciu z jednym z zawodników Zagłębia oraz mimo tego, że zawodnik tyski wpadł na bandę, czego konsekwencją był uraz barku, tyszanie nadał starali się atakować. Bramka dająca zwycięstwo padła jednak w kuriozalny sposób. Błąd przy jej utracie popełnił dobrze spisujący się do tego momentu Bartłomiej Nowak. Krążek do tercji obronnej sosnowiczan tuż za czerwoną linią wrzucił Krzysztof Śmiełowski. Niestety, gdy zaskoczony bramkarz miejscowych próbował złapać gumę, ta prześlizgnęła się po jego ręce i wpadła do siatki. Do zakończenia spotkania pozostały jeszcze dwie minuty. Gospodarzom na zremisowanie spotkania nie pomogła nawet gra w przewadze, w której Marcin Jaros i Jarosław Różański w doskonałych sytuacjach nie trafiali w krążek. Spotkanie zakończyło się jednobramkową przewagą GKS Tychy, którzy utrzymują po dzisiejszej kolejce fotel lidera.
Zagłębie Sosnowiec - GKS Tychy 2-3 (1-0, 1-2, 0-1)
1-0 - Bychawski (Galvas, Luka), 18:22 - 5/4
1-1 - Paciga (Bacul, Bagiński), 29:36
2-1 - Różański (Duszak), 34:13
2-2 - Witecki (Jakesz), 38:05
2-3 - Śmiełowski, 54:31
Zagłębie: Nowak - Bychawski, Galvas; Luka, T. Da Costa (2), Bernat - Duszak, Dronia; Różański, Koszarek, G. Da Costa - Banaszczak, Gabryś; Podsiadło, T. Kozłowski (2), Jaros (2).
Trener Milan Skokan.
GKS: Witek - Gonera, Śmiełowski (2); Bacul, Bagiński, Paciga - Kotlorz, Jakesz (2), Proszkiewicz, Garbocz, Witecki (2) - Sokół, Majkowski; Maćkowiak, Krzak (2), Matczak - Mejka (2).
Trener Jan Vavrecka.
Kary: 6-10.
Widzów: 1900.
Po spotkaniu powiedzieli:
Jan Vavrecka:
Spotkanie było trudne , to był mecz do jednej bramki. Mówiłem zawodnikom aby oddawali sporo strzałów z każdej pozycji. Dziś w bramce zagrał Przemysław Witek, decyzję podjęliśmy już dużo wcześniej. Przemek to dobry bramkarz i trzeba mu dawać szansę. Arek także musi odpocząć.
Milan Skokan:
Większość zawodników wyszła po na lód po chorobie wprost z łóżka także trudno było o dobry wynik. Potrzebujemy trochę czasu, gry w optymalnym zestawieniu, a wyniki na pewno przyjdą.
Źródło: hokej24
Wyświetleń: 3675
1 i 2 tercja ze wskazaniem na Zagłębie. W pierwszej Tychy kar łapało i prowadzenie było zasłużone.Druga tercja to zabawy z krążkiem Zagłebia we własnej tercji i idiotyczna strata krążka na rzecz tyszan. Ale sytuacji bramkowych dla Zagłębia bez liku.
3 tercja już zdecydowanie dla Tychów chociaż końcówka była dla Zagłębie i przy lepszym rozegraniu krązka w ostatnich fragmentach mogło skutkować wyrównującą bramką.
Jeżeli chodzi o decydującą bramke to można napisać że jest to wypadek przy pracy. Tylko problemem jest to że Nowakowi takie błędy mogą się zdarzyć coraz częściej i z tym należy sie liczyć.
Robi nam sie powoli mały szpital w tyskiej drużynie... brak Parzyszka, Wołkowicza, Woźnicy i teraz jeszcze Bacula.










Blipnij








